Miesiąc Różańcowy

Aby dowiedzieć się dlaczego październik jest miesiącem poświęconym na odprawianie Różańca świętego, musimy cofnąć się do czasów ekspansji Imperium Osmańskiego na katolicką Europę.
W czasie wojny Republiki Weneckiej z Imperium Osmańskim o panowanie na Cyprze, podczas oblężenia Famagusty /trwało od 18 września 1570 roku do 6 sierpnia 1571/,  papież Pius V ogłosił krucjatę dla oswobodzenia miasta, czego skutkiem było powstanie Ligi Świętej w której główne role odgrywały Hiszpania i Wenecja. Oblężenie zakończyło się zajęciem miasta przez Turków i rzezią jego obrońców i cywilnych mieszkańców. Mustafa Lala Pasza, dowódca lądowych wojsk osmańskich, dysponował wielką armią liczącą, według niektórych kronikarzy weneckich, nawet 200 000 ludzi. Miał też do dyspozycji ciężkie działa oblężnicze. Garnizon miasta, dowodzony przez Wenecjanina kapitana Marcantonia Bragadina liczył początkowo 5000 ludzi, przy czym w styczniu udało się – przełamując blokadę turecką – przedostać do portu posiłkom w sile około 1000 żołnierzy. Heroiczna obrona, w czasie której odparto siedem szturmów generalnych (w czasie ostatniego z nich Turcy zdołali wedrzeć się do cytadeli, skąd zostali wyparci przy wielkich stratach z obu stron), skłoniła Mustafę do zaproponowania obrońcom kapitulacji na honorowych warunkach (mieli swobodnie odpłynąć na Kretę). Nie wiadomo, czy był to tylko wybieg ze strony tureckiego wodza, czy też po przybyciu weneckich dowódców do obozu tureckiego, gdzie miano negocjować warunki rozejmu i kapitulacji, doszło do jakiegoś nieporozumienia, dość, że zostali oni zamordowani, a sam Bragadino obdarty żywcem ze skóry. Gdy tureccy zdobywcy wkroczyli do zdobytego miasta i zobaczyli jak nieznaczne siły (w trakcie walk stopniały one do około 2000) opierały im się przez blisko jedenaście miesięcy, wpadli we wściekłość i dokonali rzezi obrońców i mieszkańców Famagusty. Głowy ściętych oficerów weneckich zatknięto na szczytach masztów galer tureckich, a skórę Bragadina wypchano końskim włosiem i zawieziono do Stambułu, co ponoć nie zostało dobrze przyjęte przez sułtana. Selim II miał być wstrząśnięty okrucieństwem swoich żołnierzy.
Podczas gdy Mustafa Lala zajęty był zdobywaniem poszczególnych miast obsadzonych przez weneckie załogi, Ali Pasza skierował część swej floty na Kretę a następnie ku brzegom Morei, celem uniemożliwienia przyjścia Cyprowi z pomocą przez floty chrześcijańskie.
Turcy planowali zająć chrześcijańskie porty śródziemnomorskie, a z nich ruszyć na podbój Rzymu. Bazylikę papieską chcieli zamienić na stajnię dla swych koni. Wszystko to działo się pod koniec XVI w., w latach, kiedy papieżem był św. Pius V. Pisano o nim, że był on „jednym z niewielu chrześcijan traktujących dosłownie słowa i czyny Chrystusa, nie uznającym wyjątków i ograniczeń, człowiekiem, który przeszedł przez świat jak jasna pochodnia rozświetlająca mroki”. Ten pobożny dominikanin w starości wybrany na stolicę św. Piorta był wielkim czcicielem Maryi i gorącym propagatorem różańca. To właśnie on włączył dwuczęściowe Zdrowaś Maryjo do zreformowanego brewiarza, przez co nadał Pozdrowieniu Anielskiemu ostateczną postać, zatwierdzoną przez liturgię Kościoła. To spod jego pióra wyszły słowa: „Różaniec jest najpobożniejszym sposobem modlitwy do Boga, sposobem łatwym do stosowania przez wszystkich, którzy trwają w wysławianiu Najświętszej Dziewicy”.
Sława świętości Piusa V była tak wielka, że dotarła aż do sułtana Selima II, „pana całej ziemi”, który do swych licznych tytułów pragnął dopisać tytuł władcy Europy. Skrzętni kronikarze odnotowali fakt, że kiedyś, spoglądając na Adriatyk, wyszeptał, że bardziej niż wszystkich galeonów chrześcijańskich boi się modlitw Piusa V. Niebawem miało się okazać, jak dalece lęk jego był słuszny…
Po wielu staraniach Pius V doprowadził do zawiązania „Świętej Ligi”, wenecko-hiszpańskiego sojuszu obronnego. Przyłączyło się do niej wielu innych europejskich książąt. Wielka armia chrześcijańska miała postawić tamę tureckiej ekspansji.
Jednocześnie Pius V wezwał całe chrześcijaństwo łacińskie do gorliwej modlitwy różańcowej w intencji zwycięstwa nad islamem. Z istniejących przekazów wiadomo, że do modlitwy przyłączyła się i Polska.
Był wrzesień 1571 r., kiedy do Europy dotarła wieść, że armada turecka opuściła porty
Konstantynopola. Zorganizowana przez Piusa V flota Świętej Ligi wypłynęła naprzeciw przeważającym liczebnie okrętom nieprzyjaciela. Ważyły się losy – nie tylko Europy, ale i chrześcijańskiej wiary.
Jednak 7 października chrześcijańska flota płynąca w kierunku Morza Jońskiego, przepłynąwszy cieśninę, wpadła w pułapkę. Tureckie okręty ustawione w kształcie półksiężyca ciągnęły się od wybrzeża Grecji na północy po krańce Peloponezu na południu w dwóch szeregach. Dowódca floty muzułmańskiej Ali Pasza był genialnym strategiem.
Dwie wielkie flotylle weneckich i hiszpańskich okrętów pod rozkazami dwudziestoczteroletniego Don Juana de Austria, nieślubnego syna cesarza Karola V Habsburga, i  przyrodniego brata króla Hiszpanii Filipa II oraz mniejsze flotylle z Parmy Sabaudii i Genui, którymi dowodził jego rówieśnik kondotier Andrea Doria, płynęły dokładnie w środek tureckiej pułapki.
Na pokładzie jednego ze statków znajdował się również młody Hiszpan Miguel de Cervantes Saavedra, przyszły autor niezwykłych dziejów Don Kichota z Manczy. Tego dnia dosięgły go tureckie kule. Dwie raniły go w pierś, a trzecia zmiażdżyła lewą rękę.
„Święta Liga” zjednoczyła przeciwko muzułmańskim wojskom kwiat europejskiej młodzieży. Flagowy okręt płynął pod ogromną banderą, z wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego z Całunu Turyńskiego. Naprzeciw siebie stanęło prawie pięćset okrętów i dwieście tysięcy ludzi, przy czym wojska chrześcijańskie były nieporównanie słabsze od sił tureckich.
Rano na morzu nie było wiatru. Około godziny dziewiątej zaciemniło się na niebie. Sześć galeasów, wielkich, ale mało zwrotnych żaglowców z dodatkowymi wiosłami, stanowiło nadzieję chrześcijańskiej armii. Jednak przy bezwietrznym morzu znajdujących się na nich dalekosiężnych armat, nie można było użyć. Gdy strona turecka rozpoczęła atak, Andrea Doria wołając Ave Maria rzucił swe wojska do walki. Potrzebny był jednak wiatr z tyłu. Turcy wykonali unik, a statek admiralski został odcięty od głównych sił floty chrześcijańskiej.
Turecki admirał Uluch Ali stopniowo zatapiał kolejne okręty Genueńczyków. Muzułmanie wdarli się na pokład flagowego okrętu Don Juana. Klęska wydawała się nieunikniona. Turcy mieli przewagę taktyczną i wykorzystywali ją bezlitośnie.
Ich wolę zwycięstwa potęgowała perspektywa czekających na nich ogromnych łupów. Za liniami chrześcijańskiej floty leżała jak otwarty skarbiec bezbronna Wenecja – a dalej Bari, Rzym, Neapol i wszystkie porty Zachodu.
Zrozpaczony Andrea Doria zszedł pod pokład i padł przed cudownym obrazem Maryi. Jeśli cokolwiek miało być uratowane – błagał – pomóc mogła już tylko Królowa Niebios; Jeśli tylko lud chrześcijański był Jej jeszcze drogi. Młody kondotier wzywał pośród łez pomocy meksykańskiej Madonny.
Była to pierwsza w Europie kopia Matki Bożej z Guadalupe. 
Obraz wykonany był rok wcześniej na polecenie Alonsa Montufara, następnie odbył podróż do Hiszpanii i został ofiarowany królowi Kastylii. Król przekazał dar Juanowi de Austria, a ten z kolei podarował go swemu rówieśnikowi, admirałowi Andrei Dorii. Wizerunek Madonny depczącej półksiężyc miał stać się znakiem przyszłego zwycięstwa i tarczą zapewniającą powodzenie w decydującej bitwie.
Kiedy Doria wrócił na pokład, wiatr nagle zmienił kierunek. Zaczął się sztorm, który rozproszył tureckie szyki. Europejczycy mogli wreszcie wykorzystać siłę ognia swych dział.

Ali Pasza zamiast dowodzić całą flotą szukał rozwiązania w starciu ze swym głównym rywalem. Jego okręt flagowy, galera „Sultana”, starł się z flagową galerą Don Juana „La Real”. Okręty zwarły się ze sobą i doszło do krwawej walki wręcz. Po godzinie, w którym to czasie galery z obu stron dostarczały posiłki, „Sultana” została zdobyta. Ali Pasza otrzymał postrzał w głowę /inne źródła podają, że popełnił samobójstwo/, a gdy upadł na pokład rozwścieczeni żołnierze hiszpańscy obcięli mu głowę i zatknęli ją na pice. To, jak również widok porwanego Sztandaru Kalifów, doprowadziło do całkowitego załamania morale na tureckich galerach. Sułtan Selim powierzył Alemu jedną z największych świętości imperium osmańskiego, „Wielki Sztandar Kalifów”, znacznych rozmiarów zieloną flagę z wyszytymi złotem wersetami z Koranu i z powtórzonym 28 900 razy imieniem Allaha. Sztandar Kalifów miał być bodźcem dla Alego i jego ludzi w walce z niewiernymi.
Hiszpanie dokonali abordażu flagowego okrętu Alego Paszy i jeszcze na pokładzie ścięli głowę admirałowi Selimowi. Turków ogarnęło przerażenie, a wszechobecna panika uniemożliwiła wykonanie jakiegokolwiek manewru obronnego. Każdy, kto umiał pływać, skakał w czerwone od krwi wody zatoki i próbował dopłynąć do brzegu. Pozostali unosili się na falach, kurczowo uczepieni desek i innych szczątków okrętów. Przerażająca bitwa zakończyła się przygniatającym zwycięstwem wojsk chrześcijańskich. Od rana do wczesnego popołudnia zginęło co najmniej trzydzieści tysięcy Turków i siedem tysięcy sześciuset chrześcijan. Tego dnia z tureckich galer wyzwolono piętnaście tysięcy przykutych do wioseł chrześcijańskich jeńców.
Dnia 7 października Papież trwał  na modlitwie w swym dominikańskim klasztorze… Pius V ze łzami w oczach przyzywał pomocy Najświętszej Panienki:
– Daj zwycięstwo. Nie dla naszej chwały, ale dla Twojej, Pani i Matko. Pod płaszcz Twego miłosierdzia uciekamy się… Otocz nas płaszczem, uznaj za swe dzieci, weź pod swoją opiekę.
Świątobliwy starzec klęczał już klika godzin. Nie czuł jednak bólu, jaki rozsadzał jego kolana, nie czuł że obciążony kręgosłup jęczy jak maszt wygięty w wichurze. Papież był nieobecny w swym ciele. Jego dusza przebywała tam, gdzie odwiecznie ustawiony został tron Wszechmogącego, a który Bóg dzieli z niepokalaną Matką swego Syna.
Nagle papież usłyszał szum wiatru i łoskot żagli. Zdawało mu się, że znajduje się nie w watykańskiej kaplicy, lecz gdzieś na pełnym morzu, wśród okrętów przygotowujących się do wielkiej bitwy.
Papież podniósł oczy… W tej samej chwili, wieleset kilometrów od Rzymu, w zatoce Lepanto zaczęła się podnosić spowijająca morze mgła. Papież ujrzał Matkę Bożą, jak rozpościera swój płaszcz nad flotą, a oczom chrześcijańskich żołnierzy ukazały się na horyzoncie setki żagli. Chrystusowy Namiestnik zacisnął złożone do modlitwy dłonie. Sto tysięcy ludzi po obu stronach zaczęło przygotowywać się do walki. Święty papież zapatrzył się w Niepokalaną Panienkę i Jej niebieski płaszcz. Ale ani chrześcijańscy, ani zgromadzeni pod znakiem półksiężyca marynarze i żołnierze nie wiedzieli, że poza nimi na polu bitwy jest jeszcze ktoś inny. Papież szepnął: „Matko, nie opuszczaj nas ze względu na swego Syna, Jezusa Chrystusa, który nas umiłował i umarł za nas na krzyżu.”  W tym momencie na flagowym okręcie załopotała wielka bandera z ukrzyżowanym Chrystusem. Kazał  ją wciągnąć na maszt admirał Jan don Austria. W tej chwili wielki Maryjny płaszcz zamknął się nad chrześcijańskim wojskiem.
Chrześcijanie Europy odpowiedzieli na wezwanie papieża Piusa V do krucjaty różańcowej. Kiedy na morzu szalała bitewna pożoga, po rzymskich ulicach ciągnęły modlitewne pochody bractw różańcowych. Z przechowywanych w Watykanie akt kanonizacyjnych Piusa V wynika, że papież jeszcze w czasie trwania bitwy zwierzył się zaufanym, iż miał widzenie, w którym dowiedział się o tryumfie zjednoczonych wojsk chrześcijańskich.

Była to ostatnia w historii bitwa morska, którą toczono tak jak na lądzie: tysiące żołnierzy, indywidualne pojedynki, tylko ziemia była chwiejna i wokół rozpościerało się bezdenne morze. Papież słyszał szczęk oręża, krzyki rannych, wołania tonących. Nie patrzył jednak na to, co działo się na morzu. W swym widzeniu spoglądał wyżej, w oczy Maryi, które były spokojne. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Świętej Ligi i już się nie cofnęła.
Kronikarze odnotowali, że gdy kończył się dzień, papież Pius siedział z kardynałami w małej bibliotece na Watykanie. Nagle przerwał rozmowę, opuścił towarzyszących mu dostojników i podszedł do okna. Zatrzymał się przed nim, a po chwili odwrócił się z promiennym uśmiechem, by ogłosić odniesione w tym dniu wielkie zwycięstwo. Pius V podał wynik bitwy na dwa tygodnie wcześniej, zanim oficjalny kurier dotarł z tą wieścią do Rzymu!
Św. Pius V, w encyklice napisał: „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej.” Papież spełnił swoją misję – ocalił Europę przez swe posty i modlitwy, przez wezwanie chrześcijan do wielkiej modlitwy różańcowej. Mógł odejść już na zasłużone odpocznienie. Pół roku później Pan wezwał go do siebie.
W tym czasie wenecki senat nakazał umieścić pod wiszącym w Pałacu Dożów obrazem bitwy pod Lepanto napis: „Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit”  – „ Ani siła, ani broń, ani wodzowie, lecz Maryja Różańcowa dała nam zwycięstwo”. Wiele miast wprowadziło obraz Maryi depczącej półksiężyc do swych herbów.
Pius IX tak napisał o tej bitwie w encyklice Ingravescentibus malis: „Kiedy zaś niewierni mahometanie, dufni w swą flotę potężną i wojska ogromne, nieśli narodom Europy klęskę i niewolę, wzywano z woli Ojca Świętego z całą usilnością opieki Matki niebieskiej i pokonano w ten sposób wrogów, a statki ich zatopiono”. Czyż słowa te nie są wskazówką i dla nas, na współczesne czasy, w których trwa wielka bitwa o wiarę w Boga i o cześć Maryi, Jego Matki?
Anonimowy hymn z przełomu V-VI w. tak oddaje cześć Maryi, opiekunce narodów:

Dziewicza Matko Boga,
my, lud ze wszystkich narodów,
głosimy Cię błogosławioną;
Ten, który przewyższa wszystko,
Chrystus, Bóg nasz, w Tobie zechciał zamieszkać.
Błogosławieni jesteśmy,
którzy w Tobie znajdujemy naszą obronę,
wstawiasz się bowiem za nami dniem i nocą…
Wyśpiewujemy Ci więc nasz hymn pochwalny, głosząc:
Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą!

Niech słowa tej modlitwy wypełnią nasze dusze i pomogą nam jeszcze bardziej pokochać Tę, którą pozdrawiamy w różańcu jako Pełną łaski.

Zwycięstwo sił chrześcijańskich podniosło morale w Europie, jednak nie zostało wykorzystane militarnie. Wielki Wezyr Sokollu Mehmed Pasza wyjaśnił weneckiemu ambasadorowi różnicę między waszą i naszą klęską: „Pod Lepanto chrześcijanie mnie ogolili. Na Cyprze ja odciąłem im ramię. Moja broda odrośnie…”.  I miał poniekąd rację: wkrótce Liga Święta rozpadła się, Cypr pozostał w rękach tureckich, a w 1574 r. Hiszpania musiała opuścić Tunis – jednakże flota turecka straciła pod Lepanto setki doświadczonych, zaprawionych w boju marynarzy.

Zwycięstwo Ligi Świętej w bitwie pod Lepanto papież Pius V przypisał wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny i w 1572 dzień 7 października ogłosił świętem Matki Boskiej Zwycięskiej, zmienionym w 1573 przez jego następcę, papieża Grzegorza XIII, na święto Matki Boskiej Różańcowej.

 

Strony konfliktu
Liga Święta:
Hiszpania
Republika Wenecka
Państwo Kościelne
Republika Genui
Księstwo Sabaudii-Piemontu
Zakon maltański
Imperium Osmańskie
Dowódcy
Juan de Austria Ali Pasza
Siły
6 galeasów,
208 galer,
26 galeonów,
76 mniejszych jednostek,
(łącznie 316 okrętów)
12 tys marynarzy,
20 tys żołnierzy piechoty[1]
230 galer,
56 galeot,
160 tys żołnierzy
Straty
9 tys. zabitych i rannych,
12 galer straconych
30 tys. zabitych i rannych,
137 okrętów zdobytych,
50 okrętów zatopionych

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/3828/bitwa-pod-lepanto,

Wikipedia,

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Wybrani uczestnicy bitwy: